- Strona Główna -
- Historia Szkoły -
- Różności -
- Kronika Szkoły -
- Spotkania po latach -
- Muzeum - Kroniki -
Almanach Absolwentów IV L.O. im. H. Sienkiewicza w Częstochowie

Pogrzeb i uroczystości żałobne Jerzego Wereszczyńskiego ( matura 1939 )

Autor: Cieślak Aleksander
Data dodania: 03.07.2017 21:10:12
















Gabriela Kot i Anna Porada
Gabriela Kot i Anna Porada
























































Poczet Sztandarowy ze Szkoły Podstawowej w Borownie
Poczet Sztandarowy ze Szkoły Podstawowej w Borownie




















































































































Ks. Biskup Antoni Długosz
Ks. Biskup Antoni Długosz




















Przemawia Pan Jerzy Ostrowski
Przemawia Pan Jerzy Ostrowski



































W kościele w Borownie odbył się pogrzeb Jerzego Wereszczyńskiego i Jego żony - Leonardy. Uroczystości w kościele prowadził biskup|Antoni Długosz;. Po mszy świętej kondukt żałobny udał się na pobliski cmentarz.
W uroczystościach wziął udział poczet sztandarowy Liceum im. H. Sienkiewicza w Częstochowie ( Gabriela Kot i Anna Porada) i opiekun Aleksander Cieślak.

Życiorys Jerzego Wereszczyńskiego.

http://absolwenci.sieniu.czest.pl/index.php?show=graduate&which=3519

http://absolwenci.sieniu.czest.pl/index.php?show=seek&go=art&art=Wereszczy%F1ski

Przemówienie syna Krzysztofa Wereszczyńskiego podczas uroczystości żałobnych :

Tato - Jerzy Józef Wereszczyński urodzony w roku tysiąc dziewięćset dwudziestym jako syn Stefana i Jadwigi Wereszczyńskich
Przez pierwsze 19 lat życia mieszkał w KOŚCIELCU razem ze swoją mamą i Stryjem Leonem oraz Siostrą Wandzią. Chodził do gimnazjum imienia Henryka Sienkiewicza w Częstochowie. Naukę ukończył w trzydziestym dziewiątym roku. Ze szkolnymi kolegami trzymał się całe życie.
Na początku wojny został przewieziony do Lidy gdzie dołączył do 77 School Cadets Infantry Regiment. Bronił Grodna. W czterdziestym roku został aresztowany przez Sowietów. Część kolegów trafiła do Kozielska, później została stracona w Katyniu, pozostali zostali wywiezieni do różnych obozów. Tata w strasznych warunkach wraz z kolegami budował lotnisko koło Murmańska.
Po umowie Sikorski - Majski został wysłany do Tatiszczewa do 5 tego korpusu (5 Infantry Division)
W czasie ewakuacji z Rosji zachorował na dezynterię. Przebywał w szpitalu w Teheranie kilka miesięcy.
Przez resztę życia dokuczał mu żołądek.
Zawsze opowiadał ze śmiechem że najlepszym lekarstwem na żołądek jest jak najtańszy cogniak. Pił raczej gorsze niż lepsze do końca.
Dołączył do 8-mej ...... ( Heavy Artillery Regiment). Ich droga to Irak, Palestyna, Włochy. Walczył pod Monte Casino, potem była Ankona i Bolonii. W końcu studiował w Turynie dzięki II - giemu korpusowi aż w 46-tym roku został ewakuowany do Anglii, gdzie mieszkał przez resztę życia.
Pobrał się z Iwoną Piórko. Dzieci to Krzysztof, Andrzej i Basia. Mieszkaliśmy początkowo w malutkim mieszkaniu na Sydenham w Londynie. W Polsce były trudne czasy w tamtych latach. Tato wysyłał paczki do swojej Mamy i Siostry i dalszej rodziny w Polsce.
Pierwszym gościem z Polski była matka Jerzego ... nasza Babcia. Potem siostra Artysta Malarka Wandzia Wereszczyńska .... a potem przez resztę życia przyjmował rodzinę i znajomych z Polski. Bardzo gościnny ...dużo ludzi jest mu wdzięcznych ... za gościnność, pomoc i pogodny charakter. My także jeździliśmy co parę lat do Polski różnymi samochodami. Opowiadano czasami śmieszne historie z podróży .... czasami groźne. W 60 - tych latach mieszkaliśmy na Streatham, gdzie znajomi i rodzina często przyjeżdżali na wódkę i tańce.
Tato ciężko pracował aby utrzymać rodzinę. Niestety rozeszli się z mamą w tym czasie i zaczęła się druga częścią życia taty.
Od urodzenia się pierwszych dzieci najbliższe stosunki były z rodziną Jastrzębskich.
Lala Jastrzębska z mamą Iwoną były koleżankami z Teheranu gdzie w Polskim wojsku prowadziły ciężarówki.
Jako dzieci bawiliśmy się razem od urodzenia. Jastrzębscy też 3 dzieci Leszek, Marysia i Andrzej.
Druga Żona Jerzego ... nasza Ciocia Lala Leonarda Pilecka urodziła się w tysiąc dziewięćset dwudziestym piątym roku w Ziemiapisze Nowogród.
Jako jedna z czworga rodzeństwa .... braci Bolesława i Antoniego .... i siostry Fali.
Żyli szczęśliwie, kiedy zaczęła się tragedia ..... w piętnastym roku życia Lali Sowieci wywieźli całą rodzinę na Syberię.
Przeżyli straszne cierpienia. ..Siostra zginęła mając 17 - cie lat.
W czterdziestych pierwszym roku Niemcy zaatakowali Rosję. Lala włączyła się w Womens Auxiliary Service prowadzone przez Generała Andersa .... byli w Persji, w Egipcie i w Iraku. Jaka młoda dziewczyna prowadziła wielkie ciężarówki pełne amunicji i prowiantu w Dywizji Transportu 316.
W 46-tym roku zatruła się benzyną. Po dłuższym leczeniu w szpitalu zwolnili Lalę z wojska. Dostała Golf Cross of Honour i Silver Cross of Honour i Brytyjskie War Medal. ### ALL INTO Polish ###
Po wojnie w Palestynie w 1948 roku urodziła syna Leszka. Z Palestyny przeprowadzona do Anglii gdzie spędziła resztę życia.
Po rozwodzie z Kazimierzem Jastrzębskim, Tato i Ciocia Lala musieli razem zaopiekować się 6- ciorgiem dzieci. Mieszkali razem z pięciorgiem z dzieci ... Żyli z prowadzonej przez Lalę Kafejki na West Wickham. Jerzy codziennie przyjeżdżał do Londynu do pracy przy biżuterii. Obydwoje z małą pomocą dzieci wieczorami pracowali bardzo ciężko dla utrzymania kafejki
Trudne ale szczęśliwe czasy. Pobrali się w 1967 roku.
My dzieci większość czasu żyliśmy z humorem i w zgodzie...
Jesteśmy wszyscy bardzo wdzięczni za tą wspaniałą, równą, kochaną opieką Taty i Cioci Lali
Po kafejce były szczęśliwe rodzinne domy na Tulsa Hill Norwood Green i w Chispanii na Alicante. Lala śpiewała w chórze 316 - tego związku transportowego przez lata.
Jak to bywa - dzieci urosły i zaczęły prowadzić własne życia. Krzysztof z żoną pierwsi wyjechali z Anglii na parę lat do Nowej Zelandii ale jakoś nie wrócili. ..Andrzej też z rodziną pojechał kilkanaście lat potem.
Jerzy z Lala jeździli po świecie jak tylko było można. Do Polski odwiedzać. ..na urlopy w Hiszpanii do Ameryki .. do Nowo Zelandii i na zjazdy wojska Polskiego.
Specjalną okazją była 50 -cio lecie Monte Casino z kolegami przedwojennymi.
Starość nie radość mówili obydwoje.
Na ostatnie lata od roku 2012 mieszkali wygodnie pod polską opieką w Antokolu w Chislehurst.
Jerzy umarł pierwszy ... Lala tylko chciała być z nim i parę miesięcy temu umarła spokojnie i poszła się z nim spotkać ...
Chyba są teraz bardzo szczęśliwi. Dzisiaj jest ich ostatnia podróż na świecie aby razem spać w Częstochowie.
To byli ludzie wyjątkowi, kochani i kochający.
Masę ludzi.....rodzina ... przyjaciele i wszyscy, którzy przyjeżdżali z Polski pamiętają cudne czasy i gościnność Jurka i Lali.
Śpijcie dobrze razem .... kochani.


Drodzy przyjaciele, goście i rodzino,
Nie spodziewaliśmy się, że tyle osób przyjedzie na złożenie prochów Taty... Jerzego Wereszczyńskiego i dla mnie znanej jako Ciocia Lala … Leonardy Wereszczyńskiej primo voto Jastrzębskiej z domu Pileckiej. Jesteśmy sześciorgiem dzieci... pięcioro przyjechało z całego świata na tę uroczystość.
PROSZĘ WYBACZCIE mi błędy w języku Polskim we wspomnieniach życia kochanego Taty i kochanej Cioci Lali.

Przemówienie Jerzego Ostrowskiego na cmentarzu :

Lala i Jerzy – nasi drodzy, kochani, niezapomniani Wujostwo, byli uchodźcami, nie emigrantami.
Wprawdzie wojna skończyła się w ‘45 roku ale nowy porządek świata, narzucony postanowieniami jałtańskimi, zdeterminował ich los. Zostali, podobnie jak tysiące Polaków, siłą historycznych faktów, wyrzuceni z rodzinnych stron.
Życie Cioci Lali i Wuja Jerzego było kwintesencją tego, co znaczyło być Polakiem w Londynie. Prawdziwe ich życie, toczyło się bowiem po polsku, w języku, obyczaju, wspomnieniach wyniesionych z dzieciństwa i młodości, wśród polskich przyjaciół i znajomych, polonijnych organizacji.
Dla nas przyjeżdzających z Polski, a wiemy jakie to były czasy, byli wyjątkowo serdeczni, gościnni i pomocni, zawsze mogliśmy na nich liczyć.
Pobyt Wujostwa na obczyźnie był długi, a powrót pośmiertny.
Dzisiaj żegnamy Ciocię Lalę i Wuja Jerzego w parafii w Borownie
W pobliżu rodzinnego majątku Wuja Jerzego – Kościelca, ale i innych majątków rodzinnych Skąpej, Woli Jedlińskiej, Chorzenic czy majątków należących do przyjaciół takich jak Nieznanice.
Wszyscy jesteśmy stąd. Tu są nasze wspólne korzenie.
Dzisiejsza uroczystość pomimo smutnego charakteru ma wymiar pozytywny, połączyła nas na chwilę fizycznie.
Dzięki Wujostwu pozostaniemy sobie bliscy na zawsze.

-------------------------------------------------------------------------------------------

Lala and Jerzy, our dearest Aunt and Uncle, they were both refugees, not emigrants.
The war ended in 1945. However the new world order, imposed by Jalta provisions, has determined their fate. As a result of historical events, like thousands of other Poles, they were expelled from the family regions.
Life of Aunt Lala and Uncle Jerzy was truly Polish and has shown what it meant to be a Pole in London. Their life was Polish due to the language, traditions as well as memories of childhood and youth. They were always surrounded by Polish friends and Polish organizations.
For us from Poland, in those difficult times, their hospitality and helpfulness was extraordinary.
Their stay abroad was long and their return happened after death.
Today we say goodbye to Aunt Lala and Uncle Jerzy in Borowno parish, in the surrounding of uncle’s Jerzy family estate Kościelec but also other family estates: Skąpa, Wola Jedlińska, Chorzenice and estates of friends such as Nieznanice.
We are all from here. Here are our roots.
Although it is a sad ceremony, it has also a positive dimension as it has gathered all of us for a moment physically.
Emotionally, thanks to Lala and Jerzy we will always stay close.

--------------------------------------------------------------------------------------------

Przemówienie Pana Jerzego Ostrowskiego w Londynie na pogrzebie Jerzego Wereszczyńskiego :

The outstanding Danish philosopher and religious thinker Soren Kierkegaard once wrote:
No, no one shall be forgotten who was great in this world. But each hero was great in his own way, and each one was eminent in proportion to the great things he loved. For he who loved himself became great through himself, and he who loved others became great through his devotion,…
I am here on behalf of the family who live in Poland, who cherish the memory of our uncle and have always thought of him with particular fondness and gratitude. Coming here from behind “iron curtain” we have always found a warm-hearted welcome and support in his hospitable house.
The life of our uncle was so eventful and rich that it could have been safely shared among a number of people. Born in already independent Poland, in Kościelec, a landed estate near Częstochowa, on the 18th August 1920 when the Poles were successfully overcoming the Soviet military offensive, he belonged to the generation who had to take up arms. On September 17th 1939 when the Soviet Union attacked Poland he took part in the defense of Grodno. After the Septembers defeat he shared the lot of hundreds of thousands of Polish people who were deported to the “inhuman land”, the Kola Peninsula. Largely thanks to the agreement between Sikorski and Majski, he found himself in the 5th Infantry Division, where he graduated from an officer cadet school. And so, with thousands of other soldiers in exile, from Iraq, through Palestine, Lebanon, Egypt, he finally arrived in Italy. Here, as an artilleryman, he fought at Monte Cassino. After the war, he was for a short period, at the Polytechnic of Turin. In 1946 these studies were interrupted by evacuation of the 2nd Corp to England.
For the first time Wuj Jerzy came to Poland in 1962. I was nine. It was in the mountains in Wisła – Jawornik. I still have in my memories a swimming pool where Basia and Andrew were joyfully swimming and I could not as my leg was in plaster. That was the moment when I got to know him; from the early beginning he became very close to me as he was to my Mother and Ciocia Jadzia.

There were plenty of cheerful welcomes and sad farewells. With the passage of time saying goodbye was becoming harder. The last time I visited Wuj and Ciocia Lala was with Ciocia Terenia, my wife and two daughters in July this year. Seeing uncle’s state of health I was expecting that it was our last meeting. Wuj was not saying much but when we were living he stood up, straighten up, turned to my wife and said: “You look great, you are not aging at all.” - that was Wuj.

If I were to choose one word to describe the core of his character and conduct, I would choose goodness. Let me quote the words of Saint Augustine, who defined goodness in the most profound way:

“…since good is the earth, with the loftiness of its mountains, and the due measure of its hills;… and good is a house that is arranged in due proportions, and is spacious and bright;… and good is the mind of a friend;… and good is a righteous man;… This thing is good and that good, but take away this and that, and regard good itself if thou canst; so wilt thou see God,… the good of all good. “



[Komentarze (0)]
- Redakcja Strony -
- Absolwenci -
- Wyszukiwanie -
- IV L.O. w Internecie -
- Absolwenci innych LO -





Projekt i wykonanie: © 2005 Tomasz 'Skeli' Witaszczyk, all rights reserved.
Modified by X-bot
Hosting stron internetowych